17-letnia mama trzyma w ramionach swojego nowo narodzonego syna. Chwilę później nie żyje

Wtorek, 26 listopada 2019 | Z życia
17-letnia mama trzyma w ramionach swojego nowo narodzonego syna. Chwilę później nie żyje
Styl.fm
Styl.fm
Oceń:
3.8 / 13 głosów

Mama Facebook.com

Nie żyje świeżo upieczona mama. Trzymała w ramionach swojego syna tuż po urodzeniu. Chwilę później doszło do tragedii. Poruszająca historia. 

Sytuacja wydarzyła się w Anglii. Teegan Barnard miała 17 lat i na co dzień pracowała w pobliskiej pizzerii. Bardzo pragnęła swojego dziecka i od zawsze chciała zostać matką. Los przygotował dla niej zupełnie inny scenariusz.

Nie żyje mama chwilę po urodzeniu synka

Teegan Barnard po porodzie miała ogromne powikłania. Komplikacje spowodowały, że akcja serca się zatrzymała i doszło do śmierci mózgu. Lekarze zrobili wtedy coś niezwykłego. Cały świat jest dogłębnie poruszony gestem medyków. Niecodziennie spotykamy się z taką empatią, szczególnie wobec dzieci. Wszystko to zrobili dla nowego człowieka na świecie.

Nie żyje, ale mogła trzymać w rękach swojego syna

Lekarze podłączyli Teegan Bernard do aparatury, aby mogła jeszcze przez kilka dni trzymać swoje dziecko w objęciach. To było bardzo ważne dla matki Teegan (babci noworodka), żeby synek mógł chociaż chwilę dostać miłość. Maleństwo kładziono przy mamie, aby czuło jej ciepło i słyszało bicie serca. Rodzina nie kryła wzruszenia. Podobno chłopiec czuł, że to jego rodzicielka i od razu się uspokajał, gdy tylko czuł jej ciepło i zapach. To łamie serce najbardziej. Dzięki lekarzom poznał ją, choć w specyficzny sposób.

Obejrzyj poruszające zdjęcia z tych momentów poniżej. Naprawdę wywrą na Tobie ogromne wrażenie.

Zobacz także:

Królowe życia: Wiemy, jak wyglądał Jacek Wójcik w młodości! Wyciekło nieznane dotąd zdjęcie

Barack Obama i Michelle Obama kończą związek? Zagraniczne media aż huczą

Kasia Cichopek i jej najskrytsze tajemnice - Instagram, wzrost, dzieci, mąż, data urodzenia, gdzie mieszka, M jak miłość. Kiedyś mówili, że była za gruba

Młoda mama
Źródło: Facebook.com
Udostępnij Komentarze (0)