Styl.fm
Podobne tematy
Kategorie pytań

Gość 2010-04-29 o godz. 22:53, odsłony: 5018 0

"on się tylko chce pobawić" czyli o strachu przed

Boję się dużych psów. W domu zawsze były małe. Z dużymi psami nigdy długo nie przebywałam.
Kolega ma psa rasy cane corso, "łagodnego jak baranek" - ale jak ten baranek zaczyna na mnie szczekać ("z radości") i skakać ("on się tylko chce pobawić") to cała truchleję.
Wujek mojego faceta ma trzy berneńskie psy pasterskie - też spore bydlaki :) i też "tak strasznie się cieszą na mój widok" że aż na mnie skaczą. Brrr....
Boję się panicznie, a właściciele nic...
Tylko ja mam takie szczęście?

Odpowiedzi (30) Kategoria: Czas wolny :: Zwierzyniec Ostatnia odpowiedź: 2012-01-07, 20:02:35 Tagi: , ,

Najnowsze / Najstarsze

madziula 22 0

2010-04-29 o godz. 23:53

Ja na widok psa, który do mnie podbiega, sztywnieję ze starchu.
Staram się unikac jak mogę.
Rodzina wie, zamyka psa przed naszą wizytą.
Ale tak, duuuzo razy słyszałam ten tekst.

Gość 0

2010-04-29 o godz. 23:53

cane corso, zwane przeze mnie z racji wygladu psami-mordercami U-WIEL-BIAM!!!!
miałam z nimi do czynienia i rzeczywiście nie wyglądają przyjaźnie i duża ich populacja bywa agresywna, ale one naprawdę potrafią być łagodne jak baranki :)
co do berneńczyków, Ula, toż to dzidziusie w ciele bydlaka :D, moja przyjaciółka ma berneńczyka i naprawdę moja Figa jest groźniejsza i wredniejsza od niej (nie od przyjaciółki tylko berneńki ;)).
nawet jak na Ciebie skaczą to nic Ci nie zrobią, choć z drugiej strony właściciel powinien je wytrenować żeby nie wskakiwały na ludzi.
Zuza (ta od przyjaciółki) też ma zawsze w zamiarach rozpęd i skok na mnie, ale przyjaciółka mówi jej "nie wolno skakać" i jest spokój.
to chyba nie chodzi o Twoje szczęście a kwestie wytrenowania psów, z którymi masz stycznośc.

Licho 0

2010-04-29 o godz. 23:57

A ja mam dużego psa. Rottweilera. Nie pozwalam mu (a zasadniczo jej) skakać na ludzi, nie tłumaczę że "nigdy nikogo nie ugryzła", jesli idziemy na spacer (w dość odludną okolicę) i piesa biega luzem, to jeśli widzę, że ktoś się zbliża to łapię ją i przytrzymuję. Jeśli ktoś do mnie przychodzi to najpierw się pytam czy się boi psa, czy pies może biegać czy lepiej go zamknąć...
To jest mój pies i to, że ja znajduję przyjemność w przebywaniu z nim, nie oznacza że muszę tą radością obdzielać cały świat ;) Zwłaszcza tych, którzy nie mają na to ochoty..

Natomiast do furii doprowadzają mnie właścicielki (bo najczęściej są to panie) małych ras, których pupil właśnie biegnie w kierunku moich nóg ujadając w moją stronę, które nie zwracają uwagi na to co się dzieje albo mówią "no przecież co moja psiunia może pani zrobić", "on jeszcze nigdy nikogo nie ugryzł" i tak dalej... A guzik mnie to obchodzi, ponieważ takie małe szczekające odbieram jako zagrożenie dla moich nóg czy nogawek. I ja wiem, że małe ząbki mogą nie być tak groźne jak duże zęby mojego psa, ale też ich nie chcę na sobie poczuć. I chciałabym mieć taki sam komfort psychiczny że nic mnie nie dziabnie, jaki daję innym...

till 0

2010-04-29 o godz. 23:58

Kiedyś szłam do kogoś w odwiedziny, a po podwórku - bez kagańca - hasał sobie pies "rasy bydle". Zaczął na mnie szczekać, prawie się na mnie rzucił, w końcu właścicielka przywołała go do siebie. Dodam, że na podwórku był plac zabaw, gdzieś tam dalej bawiły się dzieci, a jakaś idiotka puszczała wolno tak agresywne zwierzę :O

Wspomnę jeszcze o mojej sąsiadce. Stoimy razem w windzie, trzyma na smyczy (bez kagańca) wielkiego czarnego psa. Pies zaczął mnie obwąchiwać, odsunęłam się. A pani radosna "niech się pani nie boi, to tylko labrador". Najwyraźniej do głowy jej nie przyszło, że mogę sobie nie życzyć, by obcy pies wsadzał mi nos między nogi? ;)

Gość 0

2010-04-29 o godz. 23:58

Tak, ten cane corso naprawdę jest łagodny, ale do licha ciężkiego ;) boję się i już. i jestem po urazie kręgosłupa więc jak na mnie skoczy to mnie złamie :P
Kurde, moi rodzice mają malutkiego psa (sznaucer miniaturka) a i tak w życiu by nie dopuścili do tego, żeby skoczył na kogoś, kto boi się psów.

Ooo i jeszcze duże psy biegające bez smyczy :ghost:

Gość 0

2010-04-30 o godz. 00:03

zastanawia mnie jedna rzecz, gdzie jest właściciel cane? to są psy, których naprawde można się wystraszyć.

Gość 0

2010-04-30 o godz. 00:12

Właściciel całe szczęście zadbał o ułożenie psa - tresura, szkoła etc. Teoretycznie więc pies nie rzuci się na mnie z zębami...ale weź to przetłumacz panikarze ;)

A propos zwierząt moich rodziców - miesiąc temu mama opowiadała, jak przyjechała do nich moja kuzynka z rocznym synkiem. Pies został w ogrodzie, co bym nie stresował małego, a Toff został zaprzęgnięty w szelki, żeby broń boże się na małym nie położył, bo mógłby porządnie przygnieść:)

Licho 0

2010-04-30 o godz. 00:13

dobbi napisał(a):zastanawia mnie jedna rzecz, gdzie jest właściciel cane? to są psy, których naprawde można się wystraszyć.
dobbi, może być nawet obok... jeżeli pies jest przyzwyczajony, że wolno mu się witać z ludźmi obskakując ich, albo nawet kładąc łapy na klatce piersiowej, to nie lada wysiłku trzeba, żeby go opanować. Tym gorzej jest, im właściciel bardziej jest przekonany o niegroźności swojego psa...

Ja jestem przyzwyczajona, że mojego psa (z definicji) wszyscy się boją. Że nie życzą sobie, żeby do nich podchodził, wąchał, a co dopiero obskakiwał. Ja wiem, że moje bydlątko waży 42 kilo i ma pierwszorzędną klawiaturę i inaczej będzie się czuło nawet "pieszczotliwe" złapanie zębami niż przez takiego dajmy na to yorka...
I jeśli moja psina otrze się dziecku o nogi, to po prostu je przewróci. I będzie płacz, że "pies się rzucił". A na co mi to... I na co mi świadomość, że "ona jeszcze nigdy nikogo nie ugryzła"?

Jeśli ktoś się psa nie boi (jak moja psiapsióła), to moja piesa może jej półrocznego syna wylizać od góry do dołu i oboje mają z tego frajdę. Ale jeśli ktoś się boi, to po co mu dokładać stresów?

Gość 0

2010-04-30 o godz. 00:15

Wiesz co, ja się psów nie boję (oczywiście, jak leci na mnie jakiś duży pies to nie wyciągam rąk w zachwycie a raczej sztywnieję, ale lęków nie mam) natomiast nie życzę sobie bycia obślinianą/obwąchiwaną/brudzoną przez czyjegokolwiek psa, niezależnie od jego rozmiaru i łagodności. Sama staram się pilnować, żeby mój kot nie "ofutrzał" gości i chciałabym, żeby właściciele innych zwierząt także mnie nie uszczęśliwiali poufałością ze swoim pupilem.

Tak więc - nie musisz się tłumaczyć, że się boisz. Protestuj i tyle.

Gość 0

2010-04-30 o godz. 00:16

Licho napisał(a):Ale jeśli ktoś się boi, to po co mu dokładać stresów?
oby więcej takich psiarzy :)

Gość 0

2010-04-30 o godz. 00:16

Licho napisał(a):dobbi, może być nawet obok... jeżeli pies jest przyzwyczajony, że wolno mu się witać z ludźmi obskakując ich, albo nawet kładąc łapy na klatce piersiowej, to nie lada wysiłku trzeba, żeby go opanować. Tym gorzej jest, im właściciel bardziej jest przekonany o niegroźności swojego psa...
no o to chodziło w moim pytaniu, "normalny" właściciel psa, powinien wziąć pod uwagę, że nie każdy lubi/nie boi się psów i powinien psa ułożyć.
ulla napisał(a):Właściciel całe szczęście zadbał o ułożenie psa - tresura, szkoła etc.
no to pozostaje Ci jesynie zwrócenie uwagi, że sobie nie życzysz żeby bydle skakało po Tobie, zwłaszcza cane, który może przewrócić jak się dobrze rozpędzi ;)

Licho 0

2010-04-30 o godz. 00:20

dobbi napisał(a):no to pozostaje Ci jesynie zwrócenie uwagi, że sobie nie życzysz żeby bydle skakało po Tobie, zwłaszcza cane, który może przewrócić jak się dobrze rozpędzi
Ja dokładnie tak właśnie bym zrobiła. Powiedziała kumplowi "słuchaj, ja wiem, że masz łagodnego psa, ale ja się po prostu boję, że jak na mnie skoczy, to mój już i tak popsuty kręgosłup tego nie wytrzyma. Albo że w panice wykonam jakiś ruch i też sobie zrobię krzywdę"

A jeśli pies jest po tresurze, to w momencie kiedy zaczyna skakać spróbuj mu wydać komendę "siaaaaaaaaad", potem może być "waaaaaaaaruj". Mojego psa to uspokaja, jak się za bardzo szaleju najje ;)

Alix 0

2010-04-30 o godz. 00:27

Kurcze, u moich rodzicow sasiad mial na furtce uwaga zly pies, ale nie przeszkodzilo mu to w wielokrotnym puszczaniu go na ulice. Nie musze chyba mowic ile razy przez to bydle szlam okrezna droga z przystanku?
To było jakies wieeeelkie i czarne, rasowe, ale nie wiem jakiej.

U moich dziadkow byl chyba dog niemiecki (jeden z) i jak moj tata, jeszcze wtedy nawet nie narzeczony mamy, wchodzil na podworko to pier stawal przed nim, patrzyl sie na niego, tata sie zatrzymywal, pies powoli podchodzil stawal na tylnych lapach, opieral przednie o ramiona taty i... tak stał. Potrafił z kwadrans wlepiać się głęboko w oczy i nic...

Kocurowa 0

2010-04-30 o godz. 03:59

Ja kiedyś miałam dużego psa (sunię) i choć kochałam ją z całego serducha, zdawałam sobie sprawę z tego, że bywała agresywna.
Jej matka była prawie zakatowana pod koniec ciąży, dzieciaki ją uratowały, schowały w garażu i tam po kilku dniach się oszczeniła. Szczenięta mimo, że nigdy nie zaznały krzywdy od ludzi bywały agresywne kiedy uważały, że coś im zagraża. Tak samo miała moja suka.
Zawsze chodziłam z nią w kagańcu i na krótkiej smyczy pod kontrolą, biegała tylko na zamkniętym boisku conajmniej 1 dziennie.
Ojciec niestety należał do tych ludzi co to mówią "ona nie gryzie"..... nawet jak obgryzła komuś rękaw nic się nie nauczył..... Tacy ludzie są niereformowalni... aż dojdzie do tragedii...

Natomiast popieram to co wyżej napisała Licho, najbardziej do szału doprowadzają mnie te małe szczekacze bez smyczy lecące z mordem w oczach w moim kierunku....

Kiedyś szłam z suką i z daleka leciał właśnie taki dziamgot, myślałam, że się w ostatniej chwili opamięta... ale nieeee.
Dobiegł ze wściekłością do nas i zaczął się plątać wściekle pod jej łapami usiłując chyba ją zamordować :szok: gryzł ją po kostkach bo wyżej nie sięgał... a ta o dziwo usiłowała się tylko delikatnie od niego opędzać,nie mogła uciec bo miałam ją na smyczy, ja się z nimi szarpałam i plątałam w tej smyczy... komedia jakaś... aż w końcu suka odwijając się puknęła wściekłego malucha kagańcem...
A ten odskoczył z takim piskiem i wrzaskiem jakby go samochód rozjechał... no i oczywiście co ??? Paniusia dobiegła do mnie i zaczęła na cały głos drzeć gębę jaka to ja jestem i że jak można takiego agresywnego bydlaka trzymać w domu... ona zrobi z tym porządek.... itd.

Zgadnijcie co mi przyszło do głowy jak już odplątałam się z tej smyczy i podniosłam z ziemi szczękę, która mi opadła...
"jaka pani-taki piesek" dobrały się idealnie...

A swoją drogą miałam ochotę ją zamordować.....

Gość 0

2010-04-30 o godz. 04:25

Ulla, podzielam Twój lęk.

Mój strach przed dużymi psami ( i lekki lęk przed małymi) wyssałam z mlekiem matki. Boję się i już. Nawet psów mi znanych ( znajomych/rodziny/sąsiadów). Nigdy nie wsiadam do windy, jeśli jest w niej pies, nawet najmniejszy.
Na spacerze z dziecmi, jak tylko widzę psa spuszczonego ze smyczy robię taktyczny odwrót. Gdy nie mam możliwości ucieczki z potomstwem, to biegające wyłapuję na ręce, a siedzące w wózku zasłaniam własnym ciałem.
Pewno ktoś mi powie, że choduję w dzieciach lęk przed zwierzętami, ale ani na jotę nie wierzę w zapewnienie tej miłej starszej pani, że "piesek nikogo nie ugryzł" (bo może właśnie ja lub moje dziecko będzie pierwsze) i nie ufam chłopakowi w kapturze, że jego "piesek jest łagody", gdy sam ledwo może go utrzymac na smyczy.

Gość 0

2010-04-30 o godz. 05:46

Mam psa nie takiego małego ;) bo bernardynkę :D Uosobienie łagodności, ale zawsze jak przychodzą do nas znajomi z dzieckiem nieprzyzwyczajonym do psów bądź nie lubiący psów Kudłata wędruje do drugiego pokoju. Ze spacerami nie ma problemu bo wychodzi na ogród.

A co do strachu przed zwierzętami i przekazania go na dzieci. Mam w najbliższej rodzinie przykład - matka panicznie bojąca się nawet najmniejszego psa (nawet kilkutygodniowego szczeniaka) tak wpoiła córce strach przed zwierzętami że obecnie 5.5letnia dziewczynka wpada w histerię na widok psa idącego po drugiej stronie ulicy na smyczy, nie zwracającego na nią uwagi zupełnie. A ta stoi i się drze w niebogłosy. Poza tym zobaczy na drodze gołębia/wróbla/wronę itp - wrzask, kota - ucieczka itp itd. Zamierzaliśmy ją zabrać do zoo na wycieczkę ale zrezygnowaliśmy po przejściu pomiędzy blokami.
Wiktor chociaż mały ma od początku tłumaczone że nie można psa ciągnąć za uszy, fafle, oczy. Kudłąta ma tłumaczone że z Młodym ostrożnie trzeba i jak na razie to stanowią wzorcową parę, na zasadzie gdzie ty tam i ja ;)

A co do małych szczekających, też ich nie znoszę serdecznie. Mam takiego za płotem, ujadanie non stop, szczekanie na każdego i podgryzanie nogawek jak sie tam wchodzi. Do tego właścicielka zakochana w piesku "przecież on tak słodko się wita" a nogawki w dziurki

Kerala 0

2010-04-30 o godz. 07:45

Mam jak Nabla- tyle w temacie zasadniczym.

Odnosnie strachu dzieci przed zwierzętami i ewentualnej indukcji tegoż strachu przez dorosłego- potwierdzam, to tak działa.
Jesli juz ktoś jest faktycznie typem panikarza i musi to swoje dziecko uczulać na czworonogi, to trzy zasady: po pierwsze jestesmy cicho, po drugie nie machamy kończynami (najlepiej w ogóle się nie ruszamy), po trzecie nie nawiązujemy kontaktu wzrokowego. Pies oleje na bank, a o to przecież chodzi.
Mówię tu o psach puszczanych luzem, mijanych na spacerach itd., bo choć kazdy pies powinien być wyprowadzany na smyczy, to praktykę wszyscy znamy :/

Jestem właścicielką umiarkowanie ześwirowaną, poza tym z racji mieszkania na zadupiu kontakt ze spacerowiczami gwałtownie mi się uciął, ale moja zmorą jest syn sąsiadki.
Sąsiedzi mają dwa psy, rasa agresywna w powszechnej opinii, psy podwórzowe, zwierzęta mają wybieg, kojec i w ogóle mucha nie siada.
Natomiast siada szerszeń- i to spory- na fakcie, że oba bydlaki mają obroże elektryczne ustawione na wystarczające natęzenie, aby skowyczały przy zbliżaniu sie do rabatek kwiatowych.
Ja wiem- nie mój cyrk, nie moje małpy, nie wtrącam sie, ale cholera mną ciska (mam prawo konstytucyjne w koncu, aby ciskala mną cholera z dowolnego powodu, na jaki mam ochotę).
Ale nie w tym rzecz- syn sąsiadów chowany wśród wyżej opisanych psów (których naturalnych skłonności do agresji elektryczne obroże bynajmniej nie tonują, a wręcz przeciwnie) jest panikarzem totalnym i do potęgi entej. Własciwie mu sie nie dziwię, jednak schody zaczynają się, kiedy przychodzi bawić się z moim synem.
Tu wtret: ja mam labradora, sukę głupią jak cię mogę, ale wyjątkowo prodzieciową. Łagodna jak owieczka i o umysłowości barana, by nie rzec: liścia sałaty.
Sucz kocha dzieci. Nie każde dziecko musi jednak kochać sucz, jasne.

Tyle, że syn sąsiadów po przekroczeniu progu odstawia następującą szopę:
"aaaa niech pani ją natychmiast zamknie!!! no niech ją pani zamknie!!!"

ja: krzysiu, uspokój sie, proszę. Już ją zabieram, ale stań spokojnie w jednym miejscu i się przez chwilę nie ruszaj

krzyś się perliście śmieje, wali psa po pysku (durnota nie ugryzie, ani nie warknie, ani nic, ale odbiera to jako sygnał do dalszej przepysznej zabawy), wywija rękami i nogami, nie no makabra, kuźwa, makabra :bad:
Efekt jest rzecz jasna taki, ze sucz się cała cieszy, kiedy Krzyś przychodzi do nas, bo Krzyś równa sie doskonała zabawa.
Ile razy bym Krzysiowi nie mówiła, żeby po prostu ją olewał i dał mi ją szybko zabrać- tyle razy scena się powtarza w identycznych odsłonach. Nic nie trafia, nic.

ja rozumiem, ze nie wszyscy kochają pieski. Ja też kocham jednego pieska, własnego.
Ale, ludzie, na Boga, uczcie dzieci dla ochrony ich własnego interesu, że zachowanie takie jak Krzysia, jest zachowaniem kretyńskim.
Tu nie piję do Ulli ani nikogo, odezwa ogólna, że tak powiem.
Nic nie usprawiedliwia bezmyślnych właścicieli, ale jesli się już na takiego trafi, to dobrze jest wiedziec, jak sie zachować wobec psa, skoro nie można liczyć na rozsądek czlowieka.
To, co napisała Upta (ucieczka, zasłanianie dzieci ciałem) jest całkowicie zrozumiałe z punktu widzenia matki, ale bardzo mało sensowne i niebezpieczne w przypadku psa naprawdę agresywnego.
Bo tylko go pobudza do działania.
Wygasza zaś: zignorowanie, patrzenie w innym kierunku i znieruchomienie. A potem powolne wycofanie. W przypadku ataku upaść na ziemię i przybrac pozycję "żółwia": skulić się, schowac glowę, ręce pod siebie. Prawdopodobnie nigdy się nie przyda, ale ja swojego syna nauczyłam, jak miał dwa lata. Na wszelki wypadek.

kerala

Licho 0

2010-05-03 o godz. 03:02

Kelara mądrze gada. Wódki jej dać 8)

A odnośnie agresji u psów...
Agresja generalnie rzecz biorąc bierze się ze strachu. Innymi słowy, jeżeli chcemy zrobić z rottweilera psa - mordercę podaję prosty przepis: zamknąć w kojcu, najlepiej ciasnym, najlepiej jak najdalej od ludzi, hałasów, odgłosów, dzieci itd... Wypuszczać rzadko i ciemną nocą. Karmić na łopacie, pod żadnym pozorem nie bawić się z nim ani nie głaskać. Maksymalnie po roku pies będzie się rzucał na wszystko co się rusza i na drzewa nie ucieka zbyt szybko... z właścicielem włącznie.

Można też zrobić odwrotnie. Pies może być od małego (jak najmniejszego) przyzwyczajany do ludzi, innych psów, zabawy, hałasów, samochodów i tak dalej. Nie powiem ile czasu spędziłam, żeby moją burkę nauczyć, że nie należy bać się... kartonów papierowych. Do tego "na dzieńdobry" doszło psie przedszkole oraz spacery na smyczy ulicami. Im bardziej hałaśliwymi tym lepiej. I tak naprawdę masa zabiegów, które mają na celu zapoznanie psa z otaczającym go światem.

A odnośnie dzieci, to znowu muszę się podpisać pod tym co napisała Kelara.

Dzieci muszą być nauczone jak się zachowywać przy psie. W sensie, że przy DOWOLNYM psie nie wolno psa męczyć, ciągać za uszy, ogon i tak dalej... przecież to też jest stworzenie które czuje, które coś może zaboleć...
W przypadku psów obcych, zachowujących się agresywnie, ręce przy sobie, znieruchomieć. Nie patrzeć psu w oczy. Poczekać aż odejdzie lub aż właściciel go zabierze. W przypadku psa który się chce rzucić - żółwik. Chroniący głowę i kończyny przed potencjalnym pogryzieniem.

Gość 0

2010-05-03 o godz. 17:24

Kerala napisał(a):Tyle, że syn sąsiadów po przekroczeniu progu odstawia następującą szopę:
"aaaa niech pani ją natychmiast zamknie!!! no niech ją pani zamknie!!!"

ja: krzysiu, uspokój sie, proszę. Już ją zabieram, ale stań spokojnie w jednym miejscu i się przez chwilę nie ruszaj

krzyś się perliście śmieje, wali psa po pysku (durnota nie ugryzie, ani nie warknie, ani nic, ale odbiera to jako sygnał do dalszej przepysznej zabawy), wywija rękami i nogami, nie no makabra, kuźwa, makabra :bad:

Jak sobie wyobraziłam ta sytuację, to prawie popłakałam się ze śmiechu :D

W temacie: uważam, że jeśli ktoś boi się psów, a obsiada go pupil znajomego "który przecież nigdy nikogo nie ugyzł", to należy protestować. Ale tak jak pisała wyżej Kerala, bez machania rękami i opędzania od psa - to zwykle przynosi odwrotny skutek.

Muszę przyznać, że częściej spotykałam się z agresją psów małych niż dużych. Tak jak pisały dziewczyny, zwykle są to spuszczone ze smyczy małe szczekacze, biegnące w stronę nogawki z obłędem w oczach.
Na szczęście (przynajmniej w moim otoczeniu), większość osób posiadających duże psy czuje sie w obowiązku do odpowiedniego ułożenia ich, poprzez profesjonalną tresurę. A małe psy? Przecież i tak nikomu krzywdy nie zrobią...

Nie trawię natomiast cwaniaczków, dresiarzy, którzy dla podkreślenia swojego "męstwa" kupują (nigdy wcześniej nie mając psa i pojęcia o jego wychowaniu) np. mastifa lub inne bydle. A potem okazuje się, że pupil pancia odgryzł mu rękę. Niedobry pies [-X

Licho 0

2010-05-03 o godz. 17:57

natamo napisał(a): A potem okazuje się, że pupil pancia odgryzł mu rękę. Niedobry pies
Jak to niedobry? Dobry pies, odgryzł złą rękę... :D